KS Szczypiorniak Olsztyn 28:29 SPR Wybrzeże Gdańsk (30.11.2025)

Dreszczowiec, w którym jedną bramką zwyciężyło Wybrzeże…

Jeszcze pół minuty przed końcem meczu prowadziliśmy, ale ostatecznie go nie wygraliśmy. SPR Wybrzeże Gdańsk górą w niedzielnym starciu. Prawdziwy dreszczowiec w Małej Arenie Hali Urania zakończył się zwycięstwem gości 29:28. Trzeba przyznać, że jedenastą porażkę w tym sezonie ponieśliśmy w nieprawdopodobnych okolicznościach.

Wyrównany początek meczu

Bramka za bramkę szły obie ekipy w pierwszych minutach niedzielnego meczu. Na każde trafienie gości Szczypiorniak momentalnie odpowiadał. Do wyniku 4:4 w naszej drużynie gole notowało aż czterech różnych zawodników. Na listę strzelców wpisywali się bowiem kolejno Krystian Strączek, Jakub Bartczak, Mateusz Liszewski oraz Jakub Zasępa.

W zespole gdańszczan wynik otworzył już w 1. minucie Bartłomiej Reichel, a następnie bramki dające prowadzenie im rzucali Tymon Łaszewski i Adam Kulik. Drugi z nich trafiał na 3:2 oraz 4:3. Tego dnia Wybrzeże z pewnością liczyło na popis umiejętności swojego najlepszego strzelca, czyli Antoniego Grabowskiego. Młody skrzydłowy miał na swoim koncie już 71 goli w tym sezonie.

Od stanu 4:4 Wybrzeże zaczęło nam uciekać

Wspomniany przed momentem 18-latek w 9. minucie spotkania zmarnował rzut karny, ale chwilę później zrehabilitował się bramką z gry. Wybrzeże prowadziło 5:4 i tym samym rozpoczęło swoją ucieczkę. Po kwadransie gry goście mieli już trzy gole przewagi. Przegrywaliśmy 5:8 i coś w naszej grze ewidentnie się zacięło. Obudziło nas dopiero trafienie Jana Buńki (5:9).

Wybrzeże się rozpędzało, więc o przerwę poprosił trener Konstanty Targoński. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Na listę strzelców dość szybko wpisali się Karol Domagalski i Wojciech Skalski, dzięki czemu przegrywaliśmy już tylko 7:9. Chwilową niemoc przyjezdnych przełamał Jan Buńka. Tym samym na 10 minut przed końcem pierwszej połowy traciliśmy do rywali trzy bramki.

Dystansu nie udało się skrócić

Liczyliśmy, że końcówka premierowej odsłony niedzielnego starcia przyniesie nam sporo emocji. Ostatecznie wyglądała tak, jak początek meczu. Oba zespoły szły bramka za bramkę, ale z jednym małym wyjątkiem. Od wyniku 9:11 Wybrzeże zanotowało dwa trafienia z rzędu. W 26. minucie na listę strzelców wpisali się Adam Kulik i Bartłomiej Reichel.

Golem na 10:13 odpowiedział Jakub Zasępa, ale po chwili piłkę do siatki Szczypiorniaka skierował Antoni Grabowski. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało jednak do olsztynian. Rezultat na 11:14 ustalił Wojciech Skalski. Prowadzenie gości mogło być wyższe, ale kilka razy skutecznie w naszej bramce interweniował Oliwier Kiełbowski. W drugiej odsłonie było zatem co odrabiać.

Jan Buńka show

Po zmianie stron Szczypiorniak był zdeterminowany, by jak najszybciej zniwelować różnicę trzech trafień. Już po trzech minutach drugiej połowy strata naszego zespołu wynosiła dwa gole. Dystans skrócili dwaj Wojciechowie – Skalski oraz Wicinek. Na drużynę Wybrzeża, a konkretnie na jednego z jej zawodników, fakt ten podziałał jak płachta na byka.

Między 35. a 42. minutą niedzielnego pojedynku mieliśmy prawdziwe „Jan Buńka show”. Bramki dla gości rzucał tylko ich 16-letni rozgrywający. We wspomnianym okresie zdobył ich aż sześć. Nasz zespół był w stanie odpowiedzieć tylko pojedynczymi trafieniami Pawła Deptuły i Mateusza Liszewskiego. Zrobiło się zatem dość nieciekawie. Na tablicy wyników było bowiem 15:20.

Szczypiorniak znów pokazał, że potrafi odrabiać straty

Przez kolejne około 180 sekund żadna z drużyn nie była w stanie rzucić rywalowi bramki. Dopiero w 45. minucie niemoc przełamał Brajan Szmidt. W jego ślady poszedł Jakub Bartczak. Po chwili Brajan dołożył kolejne trafienie i zrobiło się 18:20. Niestety w międzyczasie straciliśmy Wojciecha Wicinka, który otrzymał trzecią karę dwuminutową. Nasza obrona była więc mocno osłabiona.

Wybrzeże odpowiedziało golem Adama Kulika, ale olsztynianie zrewanżowali się skuteczną próbą Pawła Deptuły (19:21). Tak samo postąpił Tymon Łaszewski, jednak nie wiedział jeszcze, co już za moment czeka jego zespół. Szczypiorniak wziął się do roboty i momentalnie zniwelował różnicę trzech bramek. W 51. minucie na 22:22 trafił Wojciech Skalski i mecz zaczął się na nowo.

Po raz pierwszy na prowadzeniu

Na boiskowe wydarzenia skutecznym rzutem zareagował Jan Buńka, ale Szczypiorniak w tempie ekspresowym doprowadził do remisu. Gola zanotował Jakub Bartczak, a po chwili w jego ślady poszedł Karol Domagalski. W 53. minucie olsztynianie  po raz pierwszy w niedzielnym pojedynku wyszli na prowadzenie (24:23). Mała Arena Hali Urania została rozgrzana do czerwoności.

Wiara w pierwsze punkty w tym sezonie została przywrócona. Marzyli o nich nie tylko zawodnicy, ale także mocno ożywione trybuny. Na chwilę na ziemię sprowadził nas Tymon Łaszewski, jednak prowadzenie momentalnie odzyskaliśmy za sprawą Wojciecha Skalskiego. Odpowiedział Olivier Sarnowski, ale po golu Mirosława Ośki znów byliśmy na plusie (26:25).

Elektryzująca końcówka, z której obronną ręką wyszło Wybrzeże…

Wybrzeże trzymało nerwy na wodzy i nie pozwalało olsztynianom na ucieczkę. W 57. minucie do kolejnego remisu doprowadził Jan Buńka. Następną bramkę zdobył Adam Kulik, a to oznaczało prowadzenie gości 27:26. Losy niedzielnego spotkania wziął jednak w swoje ręce nasz kapitan. Mirosław Ośko trafił dwukrotnie i na minutę przed końcem prowadziliśmy 28:27.

Gdy Wybrzeże grało swoją akcję, o przerwę poprosił Jakub Malczewski. Czas na tablicy wskazywał wówczas 59:28. Rozmowa z zawodnikami przyniosła efekt w postaci gola na 28:28. Szczypiorniak zagrał więc va banque, wychodząc siedmiu na sześciu w polu. Strata piłki okazała się bolesna. Do pustej bramki trafił Antoni Grabowski (28:29). Na nic zdał się rzut wolny już po syrenie końcowej…

Ogromnie szkoda straconych punktów

W niedzielne popołudnie przegraliśmy w iście nieprawdopodobnych okolicznościach. Najbardziej żal nam Macieja Kowalczyka, który po zmianie stron bronił fenomenalnie. W przypadku wygranej z pewnością zostałby bohaterem meczu. Na pochwały zasłużył również Wojciech Skalski, godnie zastępując nieobecnego Dominika Ziejewskiego. 17-latek rzucił sześć bramek.

Cieszę się, że zmiennicy podnieśli rękawicę i dzielnie walczyli do samego końca. Szkoda straconych punktów, bo ten mecz w końcówce powinien wyglądać inaczej. To cenne, lecz bolesne doświadczenie, które – miejmy nadzieję – już niedługo zaprocentuje

– podsumował trener Konstanty Targoński.

KS Szczypiorniak Olsztyn – SPR Wybrzeże Gdańsk 28:29 (11:14)

KS Szczypiorniak Olsztyn: Adrian Stachyra, Oliwier Kiełbowski, Maciej Kowalczyk – Mirosław Ośko 3, Jakub Bartczak 3, Oliwier Frej, Karol Domagalski 2, Mateusz Liszewski 2, Krystian Strączek 1, Jakub Zasępa 3, Michał Czapliński, Kacper Łachacz, Paweł Deptuła 4, Wojciech Wicinek 2, Wojciech Skalski 6, Brajan Szmidt 2.

SPR Wybrzeże Gdańsk: Nikodem Piekarski, Miłosz Idźkowski – Wiktor Tabarkiewicz 1, Antoni Grabowski 3, Adam Kulik 5, Tymon Łaszewski 4, Olivier Sarnowski 1, Jan Buńka 10, Franciszek Maruszak, Bartłomiej Reichel 5, Hubert Nieżurawski, Daniel Siwik, Igor Brauer, Eryk Smierzchalski, Piotr Kowalewski, Michał Linda.

Kary: 14 min (Wicinek x3, Deptuła, Strączek, Szmidt, Zasępa) – 8 min (Reichel x2, Grabowski, Sarnowski)

Czerwona kartka: Wicinek (47. minuta, gradacja kar)

Rzuty karne: 0/1 (Domagalski 0/1) – 1/3 (Reichel 1/1, Grabowski 0/1, Tabarkiewicz 0/1)

Sędziowali: Bartosz Sandurski i Michał Zalewski (obaj Płock)

ZOBACZ TAKŻE: Warmia zwyciężyła, ale Szczypiorniak tanio skóry nie sprzedał!