Piłkarze ręczni II ligi po przerwie wznowili rozgrywki. W sobotę (16 listopada) będący w czołówce Szczypiorniak Olsztyn walczył w Tczewie i po 30 minutach prowadził z Samborem 15:9, ale przegrał mecz 27:29. Aż trudno w to uwierzyć. W końcówce młodzi olsztynianie nie wytrzymali presji, sędziowie też dolożyli swoje, ale to nie tłumaczy wszystkiego. Nie wiedzie się Jeziorakowi, który w Bydgoszczy z AZS UKW 24:31 i nadal zamyka tabelę nie mając na koncie punktu.

Sambor Tczew – KS Szczypiorniak Olsztyn 29:27 (9:15)
KS Szczypiorniak Olsztyn: Michał Bieluch, Paweł Krawczyński, Fabian Masłowski oraz Jakub Jurewicz-1, Filip Lewalski-2, Jakub Kozłowski-8, Przemysław Mosiewicz-2, Konrad Domian-2, Jakub Ostrówka-1, Radosław Dzieniszewski-6, Maciej Kozłowski, Robert Targoński, Maciej Retkiewicz, Kacper Walczak, Mateusz Reszczyński, Dominik Lewandowski-5,  

Nic nie zapowiadało porażki olsztynian, którzy w pierwszej części zagrali bardzo dobrze we wszystkich elementach. Panowali na boisku i odzwierciedlała do 6-bramkowa przewaga. Wprawdzie trzeba pamiętać, że w piłce ręcznej wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, ale takiego scenariusza po zmianie stron nikt się nie spodziewał. Goście za szybko uwierzyli w końcowy sukces, pozwolili rywalom odzyskać wiarę, że coś jeszcze mogą osiągnąć. I stało się. W końcówce gospodarze odrobili straty i rozstrzygnęli spotkanie na swoją korzyść. Jeszcze w 57 minucie prowadziliśmy 27:25 i więcej bramek nie zdobyliśmy. Atmosfera była bardzo gorąca. Dochodziło do ostrych spięć, sędziowie nie zawsze panowali nad sytuacją. Ale trzeba jasno powiedzieć. Do takiej końcówki nie można było dopuścić.